"Trzy rzeczy, które powinniśmy robić, popierając Ukraińców" - tak zatytułował redaktor Wojciech Mąka rozmowę z Januszem Zemke, b. wiceministrem obrony narodowej, która opublikowana została na łamach "Expressu Bydgoskiego" 25 lutego br.
– Czy mamy już do czynienia z otwartą wojną?
– Bezsprzecznie mamy do czynienia z inwazją. W użyciu jest artyleria, lotnictwo, czołgi, transportery opancerzone. Te siły przekroczyły granice Ukrainy. W tym sensie mamy już otwartą wojnę. Rozpoczęła się też wojna informacyjna. Pojawiają się przekazy, z których część się potwierdza, a inne nie.
– Jaki jest cel Rosji?
– Tego właśnie nie wiemy. Nie wiemy, czy celem Putina i Rosji jest przejęcie tylko całej wschodniej części Ukrainy i przebicie korytarza na Krym, gdzie Rosjanie mają duże problemy. Tam są kłopoty z zaopatrzeniem, między innymi w wodę. W każdym razie trzeba się przygotować na różne warianty rozgrywania tej agresji przez Putina.
Wydaje się, że okupacja całej Ukrainy przez wojska rosyjskie nie wchodzi w ogóle w rachubę. Rosyjskie siły liczą około 200 tysięcy żołnierzy, to jest zbyt mały potencjał na tego rodzaju działanie. Może być więc tak, że Putin będzie liczył na powolne wykrwawienie się Ukrainy, na to, że dojdzie wówczas do jakichś zmian wewnętrznych, do zmiany władz chociażby… Natomiast dziś odpowiedź na pytanie o rzeczywisty zasięg rosyjskiej inwazji jest niejasna.
– Nie wyobrażamy sobie wysłania na Ukrainę wojsk amerykańskich czy NATO. Jednak czy ostre sankcje wobec Rosji, zapowiedziane przez prezydenta Bidena czy (w czwartek rano) przez Ursulę von der Leyeen, mówiącą o „olbrzymim pakiecie sankcji” wobec Rosji, wystarczą, żeby zatrzymać Putina?
– Wysłanie wojsk NATO na Ukrainę oznaczałoby światowy konflikt. To, co powinniśmy zrobić, to wspierać Ukrainę dostawami uzbrojenia i wyposażenia. Pamiętajmy, że w czasie walk te materiały się wyczerpują. Drugi środek, to ostre sankcje, ale musimy zdawać sobie sprawę, że Rosja na nie odpowie. I my to także będziemy odczuwać, chociażby w cenie surowców. Po trzecie zaś, na pewno musimy być przygotowani – co zresztą już się dzieje – na przyjęcie dużej liczby uchodźców.
– Czy Putin, decydując się na dzisiejszy ruch, stracił poczucie rzeczywistości albo jest szalony, jak określa to wielu komentatorów?
– Cały proces budowania sytuacji na wschodzie, jak pamiętamy – trwał dość długo. To wszystko było dobrze przemyślane, krok po kroku. Te wszystkie ruchy, które obserwowaliśmy i obserwujemy, nie są posunięciami szaleńca. Tu ani trochę nie ma chaosu.
Cyt. "Express Bydgoski", 26 lutego 2022 r.